Można myśleć, że różnice kulturowe to tylko mit, który w normalnym życiu nie rzuca się tak bardzo w oczy. Otóż nie. Mieszkając w Hiszpanii niektóre rzeczy nie przestają mnie dziwić, czasem śmieszyć, a to co lubię najbardziej, to odkrywać je każdego dnia. Stworzyłam więc listę rzeczy, które w jakiś sposób przykuły moją uwagę.

1) Tio / tia

Różnice językowe to coś, co uwielbiam porównywać najbardziej. Szybko można dostrzec pewne zwroty, w których Hiszpanie się lubują. Otóż zwracają się do siebie „tio / tia” (w zależności od płci), co oznacza po prostu „wujku / ciociu”. Zwracają się tak do siebie ludzi młodzi, w średnim wieku, dzieci, chyba tylko u staruszków tego nie dostrzegłam. Wydaje mi się, że można to przetłumaczyć jako nasze stary, bracie, ziomek, czy jak to tam jeszcze się do siebie ludzie zwracają.

2) Guapo / guapa

To kolejny bardzo częsty zwrot, oznaczający „ładny/ładna”. Słychać go baaardzo często, od witających się znajomych („hola guapa”), poprzez panią w sklepie tak się zwracającą, a nawet przy potwierdzeniu wizyty u ortodonty, gdzie dostałam oficjalnego smsa z przypomnieniem i prośbą o potwierdzenie wizyty, potwierdziłam i dostałam odpowiedź „do zobaczenia, guapa„. W tej sytuacji to jak trochę takie nasze „kochana, kochanieńka”.
Jest to jednak także określenie, którego można użyć w sytuacji flirtu, nie będzie to wtedy tylko zwrot grzecznościowy, ale komplement, wyraz uznania.

3) Przeklinanie

Jak wiadomo, jest to część kultury językowej, w Hiszpanii bardzo duża. Przeklinanie tutaj nie jest tak źle postrzegane jak w Polsce. Określone wyrażenia są używane w języku potocznym, w rozmowie z szefem, w telewizji. Zaczęłam właśnie oglądać serial „El Internado” (oglądałam go już kiedyś, ale z lektorem, teraz w oryginale), o hiszpańskiej młodzieży z dobrych domów. Przeklinają niemiłosiernie, ale nie tylko dzieciaki, wszyscy. Kilka wyrażeń stosowanych na co dzień:

  • mierda – czyli nasze gówno, używane jeśli coś jest złe, słabe, brzydkie
  • la puta madre – gdzie la puta to dziwka, a madre matka. I uwaga – można to używać zarówno do określenia, że coś jest złe, jak i dobre, wyrażając swój podziw.
  • agarrar una mierda que te cagas – to mój hit, używany głównie przez młodzież. Oznacza być bardzo pijanym, ale dosłowne tłumaczenie jest znacznie ciekawsze, mniej więcej jak chwytać gówno srając.
  • joder – chyba najbardziej zbliżone do naszego k**wa, stosowane bardzo często.
  • hostia / mala hostia – hostia to taka kościołowa hostia, ale stosuje się to słowo też jako przekleństwo.

Jest tego dużo, dużo więcej, a do tego w różnych częściach Hiszpanii stosuje się różne przekleństwa.

4) Jesús

Hiszpania jest bardzo katolickim krajem. Jak ktoś kichnie to się mówi „Jesús!”.

5) Tłumaczenie wszystkiego

Hiszpanie w zasadzie nie uznają angielskich słów w swoim języku. I tak mamy:

  • selfie stick – el palo selfie
  • fast food – la comida rapida
  • hot-dog – el perrito caliente
  • puzzle – el rompecabezas (co można przetłumaczyć jako łamacze głów)
  • bungee – puenting (el puente to „most”)

Tę listę ciągle rozszerzam, nie mogąc wyjść ze zdumienia. W którymś z poprzednim wpisów wspominałam też o wypowiadaniu wszystkiego tak, jak się pisze:

  • wifi – łifi
  • gps – hepeese
  • U2 – u-dos
  • HBO – aczebeo

6) Dubbing

W telewizji i w kinie wszystko jest zdubbingowane. Na początku te sztuczne, hiszpańskie głosy mnie załamywały, teraz już się przyzwyczaiłam. Niektórzy Hiszpanie też tego nie lubią, większość nie wyobraża sobie, by mogło być inaczej i broni dubbingu. I wszyscy się dziwią naszemu lektorowi, że jak to tak, dwa głosy słychać jednocześnie.

7) Jeszcze więcej problemów z angielskim

Jak powszechnie wiadomo, Hiszpanie w języku angielskim ekspertami nie są. W języku hiszpańskim nie występują słowa, które zaczynają się na „s” i drugą literą jest spółgłoska, wszystko wtedy ma na początku samogłoskę E (chociażby España lub la estructura). Dlatego jeśli nagle przychodzi do mierzenia się z angielskim, to nie potrafią wymówić takich słów i dodają E. I tak mamy: eschool, espanish, espain

8) Ogrzewanie, odkurzacze

Brak. W zimie, szczególnie w nocy, po prostu marznę. Można dom dogrzewać farelką, ale wiadomo, ile to ciągnie prądu. Domy są zupełnie nieprzygotowane do zimy, która na szczęście na południu nie trwa długo. Odkurzacze są rzadkością, pewnie dlatego, że mało kto ma dywan. Ale za to każdy w Hiszpanii wie, że to oni wymyślili mopa i są bardzo z tego dumni. I taki mop podłużny jest czymś innym niż mop zwykły (który ma inną nazwę, la fregona) i patrzą się na mnie jak na ignoranta jak się mylę.

9) Czystość

Na ulicach nie jest jakoś super czysto. W knajpach też nie, ludzie mają w zwyczaju rzucać pod siebie pestki oliwek, śmieci. Przez to codziennie w nocy kursują specjalne śmieciarki, które myją ulice, świecąc światłami i robiąc hałas (mam okno przy ulicy). Za to o dziwo, większość sprząta po psach, dużo bardziej niż w Polsce.

10) Umiejętność prowadzenia samochodu i parkowanie

Jeździ się tu szybko, a wypadki są częste. Z jednej strony w mniejszych miejscowościach jeśli ktoś Ci zablokuje drogę, bo akurat ucina pogawędkę z przechodzącym znajomym, to jest to całkowicie naturalne i należy czekać. A z drugiej strony, mieszkając w Murcji jestem wdzięczna, jeśli ruszę na światłach 3 sekundy później i nikt na mnie nie zatrąbi. Z rana w miejscach gdzie jest duży ruch, to stawiają obok działających świateł dodatkowo policjanta, by tym ruchem kierował, bo inaczej pewnie by się pozabijali. A co do parkowania, to nie wiem jak to się dzieje, ale w każdym mieście w którym do tej pory byłam, znaleźć miejsce parkingowe graniczy z cudem. Dlatego wszyscy parkują, gdzie się da i włączają światła awaryjne. Muszę przyznać, że czasem też tak robię, raz nawet w celu pójścia na kebaba.

11) Miłość do loterii i fajerwerków

Tuż przed świętami jest wielka loteria świąteczna, na którą losy kupują niemal wszyscy. Można też kupić np. 1/4, 1/8 losu, więc ludzie w firmach kupują takie cząstki (mój kolega kupił bo uznał „a co będzie, jak wszyscy w firmie wygrają, tylko nie ja”). Loteria ta jest też znana z bardzo wzruszających i ładnych reklam (2016, 2015), a w zeszłym roku powstał niemal krótkometrażowy film. Ponadto całym rokiem też jest tu taki nasz toto-lotek, a punkty sprzedaży losów lub ludzie je sprzedający na ulicach są w bardzo wielu miejscach.
Fajerwerki są przy każdej okazji i fieście. W miasteczkach na Sierra Nevada funkcjonuje to na zasadzie „kto jest lepszy”, każde miasteczko stara się wystrzelić swoje fajerwerki, by było ich więcej, lepiej i głośniej niż u sąsiadów. Nie spotkałam się tu niestety z akcjami „nie strzelam w sylwestra”. Bo tu się strzela dużo częściej niż w sylwestra.

12) Boże Narodzenie i Trzech Króli

Tutaj tradycji jest oczywiście bardzo dużo, więc skupię się tylko na kliku. Prezenty częściej się daje na Trzech Króli i to właśnie za Trzech Króli się ludzie przebierają, a nie za Mikołaja jak u nas. Jak to w Hiszpanii, fiesty obchodzone są bardzo hucznie i z fajerwerkami. Jest więc parada, rzucanie cukierkami. I tak jak w Polsce dla niegrzecznych dzieci mamy rózgę, tak tutaj słodycze przypominające bryłki węgla. Tradycją jest także jedzenie ciasta drożdżowego w kształcie pierścienia, nazywanego Roscón de Reyes, które może być wypełnione kremem śmietankowym lub czekoladowym. W środku jest ukryta figurka oraz ziarno fasoli. Kto jedząc natrafi na figurkę, ten ma szczęście bycia świątecznym królem i noszenia papierowej korony (załączonej do zakupionego ciasta), a fasola oznacza, że płaci za ciasto.

Trzech Króli w mojej organizacji

Wszystkie hiszpańskie święta są bardzo rodzinne, nawet Sylwester – spędzany na rodzinnym biesiadowaniu aż do północy, po której młodzi ludzi wychodzą do klubów ze znajomymi.
Hiszpanie bardziej niż do ubierania choinki, przywiązują wagę do świątecznej szopki. Są specjalne sklepy z elementami do budowy szopek, które są tutaj dużo bardziej rozbudowane, pokazują codzienne życie Betlejem. Ale najciekawszym elementem, a w zasadzie najbardziej dla mnie orientalnym, jest El Caganer, czyli figurka Katalończyka, który przycupnął za potrzebą. Ma to odzwierciedlać zwykłe życie, które odbywało się w momencie narodzin Jezusa. Jest to motyw popularny głównie w Katalonii właśnie, Walencji i Murcji. Rozwinął się do tego stopnia, że robi się figurki osób znanych – mamy więc załatwiającą się Madonnę, Papieża, Obamę, Spidermana itd….
Nie wiem o co chodzi z Katalonią, ale mają jeszcze inny dziwny zwyczaj świąteczny. Jest to kawałek drewna, Caga Tió, który w Wigilię przykrywa się kocem, a dzieciaki uderzają go kijami śpiewając piosenkę, po to, by Caga Tió „wydalił” słodycze ukryte pod kocem. Piosenka też jest o tym, żeby robił kupę i wydalał słodycze.