Trzy dni temu miałam kryzys mentalny, wczoraj fizyczny. Po wyczerpującej przeprawie przez płaskowyż, gdzie wszystko było płaskie i mijaliśmy tylko pola, w końcu dotarliśmy do León. Miasto duże, klimatyczne. To druga noc z rzędu, kiedy mieliśmy pokój w albergue tylko dla naszej trójki, przez co mieliśmy ogromny problem ze wstaniem rano. Normalnie wygląda to tak, że pierwsi pielgrzymi zaczynają budzić się o 5 i zazwyczaj budzą tym innych. A już o 6 większość jest na nogach. W miarę upływu czasu się do tego przyzwyczaiłam, ale kiedy inni nas nie budzą, to śpimy na potęgę. Co jest dość słabe, bo potem idziemy w największy upał i docieramy do albergue jako ostatni. Staliśmy się też wielkimi fanami cerveza con limón w każdym barze, mamy nawet specjalną piosenkę na picie piwa 😉

Następnego dnia po León szło mi się trochę dziwnie, miałam wrażenie, że rośnie mi nowy mięsień na łydce. Paul uświadomił mi, że to może być ścięgno Achillesa. Jeszcze tego samego dnia kupiłam sobie prawdziwe kijki do chodzenia (dotąd całą drogę szłam z drewnianym, znalezionym kijem), bo obawiałam się góry, która nadchodzi. Raz pożyczyłam kijki Elisy i rzeczywiście chodzi się wygodniej. Akurat natrafiłam na chiński sklep ze wszystkim i niczym, kijki też mieli. I sztuczne kwiaty i lakiery do paznokci i karimaty…

Wkrótce moje ścięgno zaczęło mnie boleć bardziej, droga stała się bolesnym koszmarem, szłam bardzo powoli. Hipoteza (ma własna) jest taka, że może to przez ciągłe używanie kija w prawej ręce, a achilles boli mnie lewy. Jakoś doczołgałam się do Albergue, gdzie właściciele zaproponowali Paulowi, żeby pomagał i uczył się przyrządzać paellę, która miała być tego dnia na kolację (Elisa powiedziała im, że jest kucharzem).

Jakiś czas później człowiek z Brazylii o imieniu Santiago (tak, tak, nie pomyliłam się. Mamy żart, że kto spotka Santiago nie musi już iść dalej), zapytał jak się czuję. Odpowiedziałam mu o moim ścięgnie, na co on dał mi specjalny plaster na bolące miejsca, który przepisał mu fizjoterapeuta. Zainstalowałam plaster na nodze, po czym sąsiad z łóżka obok zapytał czy dokucza mi achilles. I… dał mi specjalną opaskę na ścięgno, też od lekarza, bo już nie potrzebował, a w razie czego miał jeszcze jedną. Opaska pewnie kosztowała miliony euro. I tak właśnie działa camino – potrzebujesz, dostajesz, a karma zawsze wraca.

IMG_20161001_144525

Dziś jest lepiej, mogę chodzić, jeszcze nie za szybko, ale lepiej niż wczoraj. Mniej obciążam lewą nogę, więc teraz boli mnie jeszcze lewe kolano. I tak w kółko. Naprawdę liczyłam, że 4-5 dnia przestaje wszystko boleć i po prostu się idzie, ale nie, ból jest każdego dnia. Chodzę więc też w opasce na kolano, którą kupiłam przed wyjazdem. Jutro czeka mnie chyba największe wyzwanie – ostre podejście pod górę, czego obawiam się z moimi nogami, a następnego dnia jeszcze bardziej ostre zejście w dół…