Do tego jadąc z 25-kilogramowym psem i jeszcze cięższym samochodem. Okazało się, że mój plan na najbliższy czas jest tak świetny, że dołączyła się moja przyjaciółka, a zaraz potem jeszcze jedna. Ale tylko na miesiąc. Jedziemy razem do Toskanii, by pracować na farmie z bed&breakfast znalezionej na workaway.

Nie było łatwo znaleźć coś dla trzech osób i psa, ale też nie tak najgorzej. Początkowo odpisał nam 34-letni Włoch, z entuzjazmem twierdząc, że wiadomość od trzech czarujących dam spowodowała szybsze bicie jego serca. Potem jednak zmienił zdanie obawiając się, że to będzie za dużo ludzi, bo w tym czasie też będzie jakiś długoterminowy wolontariusz. Następnie napisałyśmy 7 wiadomości do innych ludzi, z czego dostałyśmy 2 odpowiedzi twierdzące. Wybrałyśmy farmę w Toskanii. Będziemy pracować w ogrodzie, sadzić drzewa i kwiaty, zajmować się pszczołami, malować dom, gotować. Około 5 godzin dziennie w zamian za wyżywienie i zakwaterowanie. I do tego oślica na farmie jest w ciąży i jak przyjedziemy, to będzie małe oślątko!

Po Toskanii dziewczyny wracają samolotem do Polski, a ja… ruszam dalej, do Hiszpanii. Skontaktowałam się też poprzez workaway z właścicielką jednego albergue. Odpisała mi po hiszpańsku, że zaprasza. Inna, do której napisałam, obawiała się obecności psa, bo ma koty. Mam ją odwiedzić razem z psem jak już będę na miejscu, bo obydwa albergue są dość blisko.

Został miesiąc… Jak tylko wróciłam do Polski po Camino, to stworzyłam listę rzeczy, które muszę zrobić przed wyjazdem, brzmi ona tak:
1) powiedzieć w pracy (teraz) – z bólem, zrobione
2) wyrobić paszport + zrobić zdjęcie – do tej pory jeździłam tylko z dowodem, zrobione
3) przedłużyć OC (styczeń) – miliony monet, bo pierwsze OC, ale przedłużone
4) przegląd samochodu (początek marca) – dziś oddałam niebieską strzałę do warsztatu, pewnie też miliony monet
5) przedłużyć prawko (luty) – niestety mam wadę wzroku, przez co moje prawo jazdy było ważne tylko 4 lata, jutro idę do lekarza na „badania” (trwające 15 minut)
6) szczepienia psa + paszport (marzec)
7) znalezienie wolontariatu/ewentualnie pracy (cały czas) – dzieje się, workaway przeglądam nałogowo
8) powiedzieć właścicielowi mieszkania (styczeń) – tu też z bólem, bardzo lubię swoje mieszkanie
9) rozdysponować rzeczy (zaplanować luty, realizacja marzec) – tu mam jeden wielki chaos, nie wiem czy chować, czy sprzedawać czy rozdawać, co brać, co nie… nic nie wiem. Komu suszarkę na pranie?!
10) zakupy – w zasadzie nie wiem co się pod tym kryje, na pewno soczewki i psia karma. Kusi mnie nowy telefon, bo mój aktualny będzie miał dwa lata w sierpniu, czyli pewnie przestanie działać. Nie potrafię podjąć decyzji, jaki powinnam wybrać telefon.
11) ubezpieczyć się (marzec) – myślę o Twojej karcie Podróże za 249 zł, jeszcze nie wiem
12) zakończyć umowy: play? (jednak nie, zostawię sobie polski numer), vectra – zrobione
13) zawiesić działalność (marzec) – bo mam takową, zawieszę
14) powiedzieć księgowej – zrobione
15) zamówić nową kartę do bankomatu (marzec) – bo też akurat ważność się będzie kończyć jakoś w sierpniu
16) kupić i wymienić opony z zimowych na całoroczne (marzec)

TYLE TEGO! Jeszcze przy okazji robię rzeczy niezapisane wcześniej, jak na przykład zrobiłam badania psu, czy wszystko z nią w porządku, byłam dwa razy u dentysty z sobą i pójdę jeszcze trzeci raz… Wyrobię kartę ekuz. Wypadałoby zabrać niebieską strzałę do myjni. Ta lista się nie kończy, a czas tak.