Napisane 26.09

Jestem tak zmęczona, że właściwie nie wiem co napisać. Zbliżam się do León (jeszcze jakieś 3 dni) , wszystko jest płaskie i mijam tylko pola, co jest w zasadzie dość nudne. Idę z Paulem i Elisą, niebywale mądrą, zabawną i po prostu dobrą dziewczyną, oczywiście z Niemiec. Dzisiejszy dzień obfitował w historie ludzi, w tym moją. Uświadomiłam sobie, że jest to najlepszy rok mojego życia. Dokładnie wszystko miało swoją przyczynę i rezultat, by było jak jest, a jest najlepiej. Wielu różnych ludzi można tu spotkać i wiele historii usłyszeć. I to tyle na dziś, bo jestem strasznie śpiąca, a jutro postanowiliśmy wstać o 5:20, bo przed nami pierwsze 18 km niczego – bez wsi, miasteczek, wody, cienia, choć podobno jest kilka drzew. Lepiej w takich warunkach iść jak najwcześniej, gdy jest jeszcze chłodno.  A po tych 18 km jeszcze jakieś 10. Bolą mnie nogi tak, że budzę się w nocy z bólu. Poza tym jest dobrze.

Dopisane 27.09

We wstawaniu nie jesteśmy najlepsi. Budzik owszem, zadzwonił, po czym wróciliśmy do spania, by wstać około 6:30. 18 kilometrów przez „pustynię” nie było jednak tak straszne, jak się mogło wydawać. Robiliśmy bardzo, bardzo dużo długich przerw we wszystkich napotkanych barach, przez co zrobiło się dość późno. Normalnie ludzie docierają do albergue między 13 a 15, a my dziś osiągnęliśmy punkt docelowy o 19. Albergue okazało się pełne, a było jedynym we wsi. Zapytaliśmy czy możemy spać na podłodze, jednak właściciel odpowiedział, że jedyne co może zrobić to zadzwonić dla nas po taksówkę, do kolejnego miasta oddalonego o 7 km. Było późno, zrobiliśmy właśnie 34 km, więc… zdecydowaliśmy się na taksówkę. Przedziwne było wsiąść do samochodu i patrzeć, jak można szybko pokonać taką trasę. Poprosiliśmy kierowcę, żeby zatrzymała się (tak, kobieta) odrobinę dalej od albergue, by nikt nie widział naszego niechlubnego czynu – to jednak małe camino, a wieści rozchodzą się tu szybko, po co sobie robić czarny PR.

Droga przed León jest tak masakrycznie długa i nudna, nic tylko wyschnięte pola, że czuje się kryzys. I jeszcze upał, też się czuje. Wrzucam jakieś losowe zdjęcia poniżej.