Pojechali! Mieli pojechać 11-ego, a pojechali prawie dwa tygodnie później. Zostałam sama na gospodarstwie, jak to się mówi. Bo o dziwo, reszta rodziny też się porozjeżdżała, więc nocuję samotnie w cortijo, położonym w sporej odległości od jakichkolwiek ludzi. Staram się o tym nie myśleć, nie przypominać wszystkich filmów i nie wyobrażać, do czego również mogą służyć wiejskie narzędzia, na przykład w rękach jakiegoś hiszpańskiego psychopaty. I jak czasem coś słyszę wieczorami za oknem, to na pewno kot albo pies.

Zanim wyjechali, to jak wspominałam wcześniej, przyjechała siostra Clary, która ma 6-letnią córkę Lunę, dość żywo okazującą emocje… Na przykład jak coś chce, to wyrywa to innym dzieciom z rąk, a potem ucieka. A jak jej się coś nie podoba, to płacze albo bije. Pewnego razu zostałam z całą trójką (czyli poza Luną jeszcze z Anamarisą i Diego) na placu zabaw. Trochę z obawami, bo Luna mówi tylko po francusku (ja absolutnie nic), a rodzeństwo po hiszpańsku, więc wiadomo. Ale dzieciaki szybko zaczęły się bawić w „Krainę lodu” i poczułam się w sumie jak w Polsce, bo polskie dzieci robią dokładnie to samo. Poza tym, że tutaj inne dzieci na placu zabaw miały na imię na przykład Enrique. Tak wszystko bezproblemowo poszło, że wracając z dziećmi do domu, zatęskniłam za pracą z dziećmi właśnie.

Następnego dnia był dzień wyjazdu do Francji. Clara poprosiła mnie więc znów, bym poszła z dzieciakami na basen, by ona z siostrą mogły w tym czasie przygotować wszystko do wyjazdu. I już tak bajkowo nie było, dzieciaki chyba na swój sposób przeżywając wyjazd, kłóciły się o wszystko. O jakiś znaleziony na ziemi kwiatek, o otwieranie furtki na plac zabaw… Głównie Luna z Diego, a Anamarisa w pewnym momencie mi powiedziała, że ma ich już dość i chciałaby się pobawić sama, ale Luna za nią wszędzie chodzi. Próbowałam więc jej tłumaczyć, że musi jej powiedzieć, że chciałaby pobyć sama, choć musi też pamiętać, że Luna nie ma tu żadnych innych przyjaciółek, choć oczywiście jeśli nie chce się z nią bawić to nie musi. Opisuję to tylko po to, żeby z dumą pokazać, że cała rozmowa była po hiszpańsku i to ja to mówiłam. I nic to nie dało, bo Luna i tak była cieniem Anamarisy. Choć okazało się, że „Luna, stop!” jest międzynarodowe.

Jak zostałam sama, to staram się spędzać dni jakoś praktycznie, więc dużo śpię, i jem, ale też pilnie się uczę grać na ukulele i hiszpańskiego. I sprzątam i ogarniam zwierzaki. I raz byłam na plaży, która jest godzinę drogi stąd. A wieczorami przychodzi brat Antonia, 35-letni Juan, który ma w cortijo owce i kozy. Pierwszego dnia pomógł mi karmić muły, choć powtarzałam, że nie potrzebuję pomocy. Za to potem doiłam kozy, bo spytał czy chcę. Nie jest to super łatwa sprawa. A mleko takie trochę obleśne, gęste i z dużą ilością grudek. Za to kociaki za nim szaleją. Czy wspominałam, że mamy trzy nowe małe kotki? Takie absolutnie puchate i maleńkie, jeden już został oddany, a jeden niestety umarł, był najmniejszy i zupełnie nic nie chciał jeść, choć karmiłam go nawet strzykawką z mlekiem. Tak więc razem mamy trzy małe koty, trzy jeszcze mniejsze koty, matkę i czasem pojawia się ojciec. Choć matka nie jest matką najmniejszych. To jak kocia telenowela.

Następnego wieczora Juan znowu mi pomógł przy mułach, choć znowu mu mówiłam, że dam radę sama. Potem spędził ze mną cały wieczór, pokazując mi jakie ma filmiki na komórce, potem jaką ma muzykę i trochę też rozmawiając. Problem jest taki, że zupełnie mnie nie interesują jego niby śmieszne filmiki i jego muzyka będąca remixem wszystkiego z najgorszej dyskoteki. Nie to, że jestem niemiła, ale trzeciego dnia skryłam się na hamaku, który jest na niewielkiej górce za cortijo i jak tam jestem, to mnie nie widać, więc mogłam spokojnie gapić się na zachodzące słońce. Nie wiem czy zrozumiał aluzję, że nie bardzo chcę z nim spędzać każdy wieczór. Przed wyjazdem Clary i Antonia nie bywał tam tak często, może myśli, że musi mi dotrzymywać towarzystwa.

Taki standardowy widok z hamaka. Moje stopy nie są brudne, a opalone w sandały!

Pojawił się też temat, który tutaj pojawia się w każdej rozmowie, nawet z ludźmi, których dopiero co poznałam. Otóż każdy chce mi znaleźć chłopaka. Kiedyś z Antoniem pojechaliśmy po jedzenie dla koni, to właściciel gospodarstwa pokazywał mi zdjęcia swojego siostrzeńca i choć mówiłam, że nie szukam chłopaka, to kiedy pojechaliśmy tam znów, to po niego zadzwonił. Antonio też na początku chciał mi koniecznie znaleźć chłopaka, ale już mu raczej minęło. Nawet Clara się z tego śmiała i mówiła, że nie wyjadą, dopóki mi go nie znajdą. Teraz Juan, to samo. Nie przekonują ich argumenty, że hej, może najpierw nauczę się hiszpańskiego, co bym mogła się z tym chłopakiem porozumieć. Gdzież tam, najpierw chłopak, to ważniejsze. Dochodziło do tego, że jak Antonio mnie komuś przedstawiał, to mówił, że to Monika z Polski, która nie szuka chłopaka.

A tak w ogóle to już jakieś pięć godzin siedzę u nich w mieszkaniu w miasteczku, bo jak pojechali to zostawili mi 70 euro na jedzenie i klucze do mieszkania, w razie jakbym chciała tu spać albo cokolwiek. Cortijo jest pełne jedzenia, więc na pewno im większość zwrócę, ale chętnie skorzystam z pralki (pranie w rękach to zło) i wifi, już ściągnęłam wszystkie odcinki najnowszego sezonu „Gry o tron”. I jak tu siedzę, to pierwszy raz jak jestem w Andaluzji to była burza. Kilka razy zagrzmiało i padał drobny deszcz przez jakieś 10 minut.

Co do erasmusa plus z poprzedniego wpisu, to dziewczyna ogarniająca wolontariuszy zaproponowała mi jeszcze, że mogę przyjechać i zobaczyć czy może sama na miejscu znajdę jakieś rozwiązanie dla Fiesty, na przykład wśród ludzi których poznam. Mogę zostawić psa w cortijo i przyjechać po nią po wrześniu. I w końcu się na to zdecydowałam. Teraz czekam na jej odpowiedź z dalszymi krokami. Oczywiście boję się, wcale nie chcę zostawiać Fiesty, ale to tylko trzy godziny drogi samochodem, mogę w każdej chwili po nią przyjechać. Łudzę się, że może właściciel mieszkania wcale tam nie bywa, ale dziewczyna nie może mi tego oficjalnie napisać. Nawet raz śniło mi się to mieszkanie i było ogromne i miało gigantyczny ogród i właściciel stwierdził, że jestem super i oczywiście, że Fiesta może wesoło hasać po tym ogrodzie.