Marc: Breaking records again, yesterday’s total waiting time trying to stop cars was about 10 minutes: 3′ for the first, 2′ for the second and 5′ for the last. In our last stop before the border, Vrsac, a guy saw us from home and gave us a bottle of frozen water and a gigantic pumpkin! Last ride was a truck, what we thought it was going to be just 30km through the border to half the way to Timisoara, ended up being another story to tell: we waited for five hours at the border, when a storm came. It was too late for the driver to keep going and for us to hitchhike again, so we spent the night in the truck! Afterwards he left us at what he thought it was a road motel (it was just a bar) so we made time until it stopped raining, and here we are: everything always could be worse!

Monika: Bicie rekordów ponownie, wczorajszy czas oczekiwania na stopa łącznie wyniósł jakieś 10 minut (3 różne samochody). Na naszym ostatnim przystanku przed granicą serbsko-rumuńską, jakiś pan zobaczył nas z domu i dał nam butelkę zamrożonej wody i dynię. Marc napisał, że to dynia, ale najprawdopodobniej nie była to dynia, wygląda i pachnie inaczej, na tyle inaczej, że po 15 godzinach z nią spędzonych musieliśmy ją wyrzucić, bo zapach mnie zabijał. Tak czy inaczej gest przemiły. Ostatni stop jaki złapaliśmy to tir. Zostało nam 30 km do naszego miejsca docelowego, sądziliśmy więc, że wszystko szybko pójdzie. Nie poszło. Spędziliśmy około 4-5 godzin na granicy, zrobiło się ciemno i przyszła burza. Dla kierowcy było za późno, by mógł jechać dalej, skończył się jego czas jazdy i musieliśmy spędzić kolejne 6 godzin śpiąc w tirze. W zasadzie to było bardzo miłe ze strony kierowcy (24-letni Serb), że nam na to pozwolił, ale ja miałam pierwszy poważny kryzys, czując się uwięziona podczas burzy w tirze, podczas gdy chłopaki spali. O 3 w nocy, po obowiązkowej przerwie, kierowca odwiózł nas do, jak myślał motelu, który był tylko barem, gdzie przeczekaliśmy przysypiając na siedząco do 8 rano, skąd złapaliśmy dalej stopa do Timisoary (w 2 minuty w deszczu). Leje tu. Nie wiem czemu wpis Marca jest taki pozytywny, chyba zamieniliśmy się rolami – do tej pory ja byłam optymistką podążającą za intuicją, a on myślał realnie, zawsze z planem b…