Chciałam tylko napisać, że pada i zimno. Wykorzystujemy krótkie chwile, kiedy nie pada, żeby wyjść z psami, a tak to kocyk, wino, książki. Choć słyszałam, że w Polsce śnieg tu i ówdzie – tu nie jest tak źle, nadal mogę chodzić bez kurtki. Grazia i Antonio znowu nas zostawili na trzy dni. W związku z tym urządzałyśmy wieczory karaoke i taneczne. Prawdopodobnie sąsiad miał dużo radości, nie często widzi trzy dziewczyny tańczące do Just 5. Ja za to chyba pierwszy raz widziałam teledysk do „Kolorowych snów”. To niesamowite, że jak śpiewają „niebo”, to pokazują na niebo. I mają miny jakby bardzo wczuwali się w tekst („ło u ło u łoł dla mnie ty ja dla ciebie”, jezus maria). No nic, wniosek po tych paru dniach jest taki, że do Beyonce się trudniej tańczy, bo ona się tarza po podłodze.

Byłyśmy na włoskim festynie w pobliskim miasteczku. Na festynie byłam ostatnio będąc dzieckiem, ponad 15 lat temu w Ciechanowie. W Solierze, czyli tam gdzie teraz byłyśmy, było super, mieli wszystko – konie, osły, torebki i ciuchy z Wietnamu, sery, karuzelę, lody, festyniarskie zabawki dla dzieci, mięso i wino. Jedynym problemem było to, że władowałyśmy się samochodem na trawnik, który potraktowałyśmy jak parking, bo tak to był płatny 3 euro. I potem nie mogłam z niego wyjechać, bo trawnik oddzielał od jezdni stromy zjazd, który wcześniej pokonałam niczym terenówka (a peugeot zrobił głośne bum). A tak naprawdę nie wiedziałam, że jest tak stromo. Skracając historię bardzo długiego wyjazdu – czekałyśmy z 30 minut, żeby stamtąd wyjechać, bo zrobił się korek i wszyscy sobie powoli jechali jezdnią, a do tego nie mogłam wjechać na jedyne niestrome miejsce, bo spadało mi jedno koło. Ludzie w domu na przeciwko się cały czas gapili i na koniec bili nam brawo. Mam nadzieję, że nie jestem na youtubie. Koniec, nie chcę o tym więcej rozmawiać.

Odwiedził nas też skorpion. Na szczotce od kibla. Wielki, obleśny, w pierwszej chwili myślałam, że to tłusta szczypawka. Mówiąc wielki mam na myśli jakieś dwa centymetry. Ale ponoć im mniejsze tym bardziej jadowite (cytując Karola, który mówi, że tak było w Indiana Jones).

Dziś zrobiłyśmy pierogi. Chciałyśmy ruskie, ale Włosi nie mają białego sera. Kupiłyśmy niechcący pleśniowy, tak czy inaczej go zjemy (wspominałam, że przytyłam dwa kilo? pasta dwa razy dziennie rządzi). Pierogi są więc są z riccottą, takie włosko-polsko-ruskie.

Za dwa dni wyjeżdżamy, jedziemy do Livorno, zahaczając o Luccę. Potem do Pizy, gdzie dziewczyny na lotnisko, a ja dalej do Hiszpanii, rozkładając drogę na dwa dni z noclegiem we francuskim Carcassone. Myślałam o noclegu na campingu, ale jest tak zimno, że nie chcę dojechać chora. Umieram ze stresu, co to był za durny pomysł, żeby rzucić wszystko i jechać. Myślę, że teraz zaczyna się prawdziwa podróż, kiedy zostaję sama z psem. Wychodzenie ze strefy komfortu po raz kolejny.